
Fragment wywiadu przeprowadzonego z Nishio Sensei 8dan
22 maja 1983 roku w Tokio.
Jak
rozumiem sensei - najpierw ćwiczyłeś judo i karate. Co
sprawiło że zacząłeś trenować aikido?
Kiedy
pierwszy raz przybyłem do Tokio byłem raczej wątły. Nie
praktykowałem niczego (żadnej sztuki walki). W 1942 roku po
wybuchu wojny chodziłem na zajęcia judo w miejskim dojo.
W tym czasie pracowałem jako urzędnik administracyjny w
biurze. W 1944 roku, po tym jak zaczęły się naloty lotnictwa
na Tokio rozpocząłem pracę na nocną zmianę, co
uniemożliwiało mi kontynuowanie treningów. Wojna skończyła
się 15 sierpnia 1945 r. i 1 września tego roku wróciłem do
Kodokanu. Nikogo tam jeszcze nie było. Nie ostały się nawet
szyby w oknach. W dojo było jedynie połowa mat (tatami). Nie
było także żadnych formularzy do zapisania się na zajęcia.
Napisałem moją prośbę o przyjęcie na czystej kartce papieru
i zastawiłem. Później skontaktowano się ze mną i otrzymałem
pozwolenie na rozpoczęcie treningu.

Ile
miałeś wtedy lat sensei ?
Osiemnaście. Byłem pierwszą osobą,
która przyszła do Kodokanu po II wojnie światowej Tak czy
inaczej nie było tam wtedy nikogo. Nie działało światło
elektryczne, więc nie można było ćwiczyć wieczorami, gdy już
zapadł zmierzch.
W tym czasie przychodziłem do dojo, aby samotnie ćwiczyć
ukemi, po czym wracałem do domu. Tak było.
W tym czasie zaczęła się demobilizacja. Wielu ludzi zaczęło
się pojawiać w Kodokanie. W następnym roku ćwiczyłem bardzo
aktywnie.
Wkrótce uzyskałem promocje; najpierw na 3. dan a później na
4. dan. Zacząłem jednak zauważać, że istnieją ograniczenia w
technikach judo spowodowane współzawodnictwem. Ten problem
spowodował, iż judo stało się dla mnie "za ciasne" i
zacząłem ćwiczyć karate.
Moim nauczycielem był Konishi sensei ze szkoły Shizen - ryu,
który wówczas ćwiczył karate dłużej niż ktokolwiek inny.
Ćwiczyłem pod jego kierunkiem karate, ale tu także zacząłem
odczuwać ograniczenia tej sztuki walki. Byłem przekonany, że
musi istnieć coś jeszcze.
W tym czasie jeden z pionierów karate, Sodeyama sensei,
który założył i prowadził dojo senseia Konishi przyszedł do
mnie i powiedział: "spotkałem kogoś kto jest jak 'duch'. Nie
mogłem go uderzyć choćby raz". Byłem zdumiony, że może być
ktoś, kogo nawet sensei Sodeyama nie był w stanie uderzyć.
To właśnie był O - sensei Ueshiba.
Sodeyama sensei wrócił po zakończeniu wojny do Japonii a
ponieważ nie miał nikogo z bliskich przyszedł do senseia
Konishi. Wtedy powiedziano mu, że powinien pójść do Hombu.
Sodeyama sensei śmiał się w duchu, że to aikido było
praktykowane przez takiego starca jakim był O -sensei. O
sensei wyczuł, że mistrz karate w duchu natrząsa się z niego
i powiedział: "Myślisz że możesz mnie uderzyć, prawda?"
Sodeyama odparł "Tak". O sensei zaproponował "Rozumiem,
taaaak, w takim razie uderz mnie. Ja będę jedynie spacerował
dookoła. Jeśli potrafisz uderz, mnie". Po czym zaczął
spacerować wokół tatami. Sodeyama sensei zdenerwował się,
gdyż poczuł że zrobiono z niego głupca. Gdyby miał walczyć z
Ueshibą twarzą w twarz wtedy wszystko byłoby w porządku, ale
O-sensei odwrócił się do niego plecami i rozpoczął swój
spacer dookoła dojo zachęcając go do ataku.
Sodeyama sensei pomyślał sobie "Jakimż do licha, człowiekiem
jest ten starzec " po czym raptownie wstał i spróbował
zaatakować O-senseia. Ale Założyciel odwrócił się i
powiedział "Co się dzieje ?" Sodeyama sensei zastygł w
połowie swojego ataku z rękami wymierzonymi w powietrze. W
mgnieniu oka zmienił się miedzy nimi dystans.
Mnąc przekleństwa pod nosem Sodeyama spróbował zaatakować
ponownie. Wtedy O-sensei powtórzył "co się dzieje, o co
chodzi ?" (śmieje się). Karateka nie był w stanie ani razu
go trafić. Po tym doświadczeniu Sodeyama zdał sobie sprawę,
że ma do czynienia z naprawdę wielkim nauczycielem /
senseiem.
To właśnie Sodeyama był tą osoba, która powiedziała mnie i
panu Nakajima, aby pójść o zobaczyć O-senseia na własne
oczy, co też zrobiliśmy. To było chyba w 1951 roku. Tak czy
inaczej poszedłem zobaczyć, co to jest aikido i natychmiast
zapisałem się do dojo.
Powiedziano mi, że mam jedynie pójść i zobaczyć, ale ja już
nigdy nie wróciłem (śmieje się). Pan Nakajima jednak nie
zdecydował się zapisać na zajęcia aikido twierdząc, że chce
jeszcze nieco poćwiczyć karate. Po roku jednak wrócił do
aikido i zapisał się na zajęcia. Ćwiczył równolegle karate i
zdobył nawet 6 dan. Aikido zajmował się aż do otrzymania 2
dan. Powiedział mi, że zmieniło się jego spojrzenie na
karate jako na budo. Ja też myślałem, że jeśli nauczę się
wykorzystywać kokyu będę mógł wrócić do judo.
Tohei sensei pojechał nauczać na Hawaje w 1953 roku. Ze
swojej podróży przywiózł skórzany płaszcz, taki jakiego
wtedy nie można było kupić w Japonii. Tohei miał ten
skórzany płaszcz w czasie, gdy większość z Japończyków miała
trudności w zdobyciu skórzanych butów...
Naprawdę uważałem to za rzecz zdumiewającą. Niedługo potem
płaszcz został sprytnie ukradziony. Stało się to właśnie
wtedy, gdy pojawiłem się w dojo, aby trenować. Zobaczyłem
wtedy siedzących w rzędzie uchidechi i Tohei senseia, który
coś krzyczał. Dowiedziałem się że ktoś ukradł płaszcz
senseiowi Tohei. Wśród uchideschi byli m.in. Noguchi, Genta
Okumura i Sunadomari. Nagle pojawił się O-sensei pytając co
się stało. Kiedy Sunadomari wyjaśnił, co zaszło O-sensei
odpowiedział "Płaszcz został skradziony, nieprawdaż ?"
(śmieje się), po czym wszedł do dojo głębiej. Tohei sensei
także usiadł w rzędzie z innymi uchideschi wobec faktu
pojawienia się w dojo Założyciela. O -sensei zaczął
spacerować w koło. Byliśmy naprawdę ciekawi co zamierza
powiedzieć. To co powiedział brzmiało mniej więcej tak:
"Jedyną osoba, która zawiniła jesteś ty Tohei" Po czym
oddalił się.
Tohei sensei siedział przez chwile w milczeniu, po czym i on
wyszedł z dojo. Wszyscy odetchnęliśmy i zaczęliśmy ćwiczyć.
(śmieje się).

Po treningu już zamierzałem wychodzić do domu, gdy dostrzegłem O-senseia
zmierzającego do łazienki. Podbiegłem do niego i zagadnąłem:
"O sensei", on odpowiedział: "Tak?", więc spytałem: "kiedy
Tohei sensei powiedział, iż skradziono mu płaszcz, ty
stwierdziłeś że sam sobie jest winien. Dlaczego?"
Odpowiedział: "Nie rozumiesz dlaczego? Ten kto praktykuje
budo nie powinien posiadać tego rodzaju ducha (kokoro) Nie
powinien demonstrować rzeczy, których inni mogą pożądać.
Może pokazywać jedynie to co może dać lub nie pokazywać tego
wcale. Biedak, ukradł ten płaszcz, ponieważ go pragnął.
Jednak zabierając go, stał się złodziejem. Kradzież to
bardzo zła rzecz, ale człowiek który posiada taki płaszcz
także jest uczestnikiem tego występku. Stworzył bowiem
okazję i pokusę, której ów biedak nie mógł się oprzeć. Dla
budoki to bardzo niedobrze".
Byłem naprawdę zdumiony i odkryłem wtedy głębię aikido.
Mówiąc prawdę, kiedy ćwiczyłem judo dom senseia Mifune był
dwukrotnie okradany podczas jego nieobecności. Ten incydent
został opisany w miesięczniku zatytułowanym "Judo" wydawanym
przez Kodaokan. Zacytowano tam wypowiedź senseia Mifune,
która brzmiała: "następnym razem kiedy okradną mój dom i ja
tam będę, złapie go / ich bez względu na to, co się stanie,
nawet jeśli miałbym zostać zabity". Starzec blisko
siedemdziesiątki mówiący takie słowa...
W owym czasie byłem pod głębokim wrażeniem reakcji senseia
Mifune. Jednak słowa senseia Mifune i O- senseia były tak
rożne.
Pierwszy mówił, że jest gotów złapać złodzieje i oddać go w
ręce policji nawet jeśli sam miałby zginąć. Drugi natomiast
twierdził, że złodziej ukradł, ponieważ pożądał tego
przedmiotu i powinno się mu ów łup zostawić, zaś wina
spoczywała w równej mierze na rabusiu, jak i obrabowanym.
Istniała ogromna przepaść miedzy tymi dwoma rodzajami ducha.
Pomyślałem ze pierwszy z mistrzów nawet gdyby praktykował
całe życie judo, nie mógłby nawet zbliżyć się do tego etapu
rozwoju osobowości, na którym przebywał O-sensei.
Z drugiej strony zaś pomyślałem, że duchowa głębia aikido
jest rzeczywiście wielka. To właśnie wspomniane zdarzenie
spowodowało, że porzuciłem trening judo. Sposób myślenia O
senseia objawił mi się w praktycznym zastosowaniu.
Założyciel mówił też "Nie powinno się używać słów/pojęć
'wygrana przegrana'. Nie powinno się myśleć w ogóle w tych
kategoriach". Jego słowa były doniosłe. Tak długo jak żyjemy
sadzę, że powinniśmy zgłębiać znaczenie jego słów.
Wiadomo, że O`sensei ćwiczył techniki z mieczem i bronią,
ale robił to w trakcie procesu tworzenia i narodzin
współczesnego aikido.
Nawet jeśli staramy się go naśladować, nigdy nie będziemy w
stanie wyjść poza to, czego on dokonał. O`sensei mawiał nam:
"Ten starzec [mówił o sobie] osiągnął ten etap, wy
powinniście przeskoczyć mnie, budując na tym, co ja
pozostawiłem".
Jakkolwiek, staramy się kopiować to, co on robił, wciąż
podążamy na wstecznym biegu. Za 10 lat być może będziemy
ćwiczyć na poziomie takim jak O-sensei praktykował aikido
wiele, wiele lat temu. Po 15 latach może wreszcie uda na m
się odtworzyć formy i sposoby praktyki, jakie Założyciel
ćwiczył na samym początku swej drogi.
To nie w porządku, że wciąż nam powtarzał, iż musimy wyjść
poza to, co on osiągnął i zrobił. Ludzie naszego pokroju i
czasów nie są wstanie zrozumieć, co miał na myśli. Lecz po
wielu latach, kiedy w tym biegu weźmiemy po drodze wiele
przeszkód, być może będzie nam dane pomyśleć "Acha! to jest
to, o czym O-sensei mówił i co miał na myśli". Nasza
aktywność i poszukiwania zależą od [zrozumienia] jego słów.

Kiedy zaczynałeś sensei ćwiczyć aikido, czy Morihei Ueshiba
mieszkał w Tokio ?
Nie.
Raczej rzadko przyjeżdżał z Iwama. Dopiero pół roku po tym
jak zapisałem się na zajęcia w dojo, miałem okazję zobaczyć
go na własne oczy.
Do tamtej chwili swoją wiedzę na jego temat czerpałem
jedynie z tego, co mówili inni. Nie było żadnych zdjęć czy
portretów taki jak w dzisiejszych dojo.
Zna pan pana Otake, który mieszka obecnie w Prefekturze
Iwate, a który w owym czasie był kapitanem uczelnianego
klubu kendo na Uniwersytecie Waseda ?. To on właśnie
powiedział mi "Tak dokładnie wygląda sensei Ueshiba"
wskazując przy tym palcem na rysunek smoka z porażająco
świecącymi oczami, który wisiał na ścianie w niszy.
Pomyślałem wtedy "Eee, czy rzeczywiście on może tak
wyglądać?" (śmieje się). Kiedy się (O`sensei) śmiał jego
oczy jakby znikały. Lecz kiedy udało ci się pochwycić jego
spojrzenie, ten błysk w oku, wrażenie było naprawdę bardzo
mocne. Kiedy patrzył przez chwile na coś, cała twarz ginęła
gdzieś; zostawały tylko oczy. (śmieje się).
O`sensei opowiadał nam rozmaite historie. Byliśmy wtedy
naprawdę hardzi i bezczelni. Przez większą cześć czasu
ludzie nie słuchali uważnie słów O`senseia. Więc
kiedykolwiek miałem wątpliwości, szedłem do Założyciela i
pytałem "O`sensei, jest coś, czego nie zrozumiałem w tym, o
czym mówiłeś przed chwilą". On zwykł mawiać "O, to dobrze,
że to zauważyłeś."
Często rysował mi koło, trójkąt oraz kwadrat i mawiał: "Noś
ten rysunek ze sobą i przynieś mi, kiedy będę go potrzebował
i o to poproszę". Pewnego dnia kiedy do dojo przyszli
goście, mistrz chciał im wyjaśnić znaczenie tej symboliki i
zostałem poproszony o przyniesienie mu rysunku. Ale kiedy
spojrzałem na syna mistrza Kisshomaru ten potrząsnął
nieznacznie przecząco głową. Myślę, że zrobił to, ponieważ
kiedy O`sensei zaczynał mówić o narysowanych symbolach i ich
znaczeniu, rozmowa zwykle była bardzo długa i trwała dotąd,
aż gość którego objaśniano zrozumiał wszystko.
Sytuacja była patowa. Jeden z nich mówił mi, że mam
przynieść rysunek drugi zaś.... Niewiele myśląc sam szybko
narysowałem stosowne symbole.
O`sensei zapytał: "Co się dzieje ? O co chodzi ?" Nie
pozostawało mi nic innego jak podać mu mój rysunek. Zawsze
działo się tak, że jeśli gdziekolwiek rysunek był odkładany,
zawsze dziwnym trafem znikał (śmieje się). Wtedy mistrz
zwykle mówił "och, moja kaligrafia zaginęła" i prosił kogoś
o jej ponowne narysowanie.
Na tydzień przed pójściem O`senseja do szpitala, pozowaliśmy
razem z nim do wspólnej fotografii. Zaproponowałem "Sensei
zróbmy sobie wspólną fotografię". Kazał mi przynieść sobie
jego montsuki (ozdobne kimono noszone przez głowę rodziny).
Powiedział: "Ta fotografia pozostanie po mnie, a ja nie
jestem teraz odpowiednio ubrany". Poszedłem więc do jego
synowej (żony drugiego Doshu) i poprosiłem o montsuki
wyjaśniając, że zamierzamy zrobić sobie wspólne zdjęcie z
O`sensei.
Cóż, muszę przyznać ze strasznie narzekała (śmieje się).
Było to bardzo kłopotliwe musieć ubrać mistrza w ten ozdobny
strój. Tak czy inaczej, w końcu O`sensei został ubrany w
odświętne kimono. Był tam też ideogram o treści "Szkoła
Aikido" i pomyślałem że sensei będzie chciał, aby zrobić
zdjęcie mając ten znak za plecami. O`sensei gniewnie jednak
odrzucił ideogram. Zrobiliśmy więc zdjęcie bez niego. To
było w lutym 1969 roku.
W tydzień później O`sensei trafił do szpitala.
Było to ostatnie wspólne zdjęcie. Zmarł 26 kwietnia 1969
roku.
Tego dnia rano otrzymałem telefon [z wiadomością o jego
śmierci] i pojechałem najszybciej jak było można, aby stanąć
przy jego łożu.
Byłem pierwszą osoba, która dotarła na miejsce. Później
przybyli Okumura Yamaguchi i Tada. Twarz mistrza była
naprawdę piękna niczym maska starca w teatrze No.
Jeśli ktoś umiera na raka, zwykle widać ogrom cierpienia i
bólu odciśnięty na jego twarzy. Ale w przypadku O`sensei tak
nie było. Miał naprawdę niebiańsko piękną twarz.
Kiedy zaczynałeś sensei ćwiczyć aikido w dojo nie było zbyt
wielu studentów, nieprawdaż ?
To prawda,
w sumie było może siedem osiem osób. Któregoś dnia nikt nie
przyszedł i musiałem zabrać swój miecz i wrócić do domu.
Zajęcia prowadzili sensei Tohei i Kisshomaru Ueshiba.
Wszyscy byliśmy na podobnym poziomie zaawansowania. W dojo
mieszkały jeszcze dwie rodziny, które nie miały gdzie się
podziać, bo ich domy zostały zniszczone w czasie wojny.
Popołudniami zapach smażonej makreli wypełniał całe dojo.
Przepierzenia oddzielające dojo od ich pomieszczeń nie
sięgały sufitu tak więc, dym swobodnie wędrował na nasza
stronę. Ćwiczyliśmy otoczeni oparami i zapachem makreli i
gotowanego jedzenia. Byliśmy szczęśliwi kiedy na zajęciach
zjawiało się cztery czy pięć osób. Moim partnerem był sensei
Tada.
Dziś jest dwóch ludzi, z którymi mogę [o tym] porozmawiać;
Yamaguchi sensei i Saito sensei. Ich style są całkowicie
odmienne, ale to dla mnie znakomity materiał do studiów.
Obaj mają coś, czego ja nie mam.
Teoretycznie, Yamaguch używa miecza i tak samo Saito ćwiczy
z mieczem, ale można wręcz stwierdzić, że ich podejścia są
całkowicie przeciwstawne.
Saito sensei jest jedyną osobą, która może wiernie przekazać
aikido O-senseia w takiej postaci, w jakiej on je uprawiał.
Mogę stwierdzić wprost, że moja droga jest odmienna. Moje
widzenie aikido jest inne.
W listopadzie tego roku (1983) minie 39 lat odkąd pracuje
dla japońskiej Mennicy Państwowej. [Ja i moi koledzy z
pracy] jesteśmy technikami, a technicy to ludzie, którzy
sprawiają, że ludzkie marzenia staja się faktami. Technicy
wcielają w życie marzenia ludzi i sprawiają że przyoblekają
się one w konkretne kształty w społeczeństwie.
Aikido działa podobnie. Dzięki realizacji ludzkich pragnień
wnosimy wkład w społeczeństwo. To jest rola aikido i tym być
powinno.
Takemuseu Aiki, które kreuje i przenika wszystkie rzeczy
pierwotnie było stworzone przez O`sensei. Z tego punktu
wyjściowego wynika moje podejście do budo.
Moja droga jest inna niż droga, która kroczy Sito sensei. On
jest jedyną osobą, która potrafi przenieść i przekazać
przeszłość. To powinniśmy czynić, aby ukształtować
przyszłość. Gdyby było nas powiedzmy dziesięciu powinniśmy
połączyć nasze siły, aby zrealizować Aikido O`senseia. Taka
jest rola i zadanie senseia Saito, aby przekazać sztukę
Założyciela dokładnie taką, jaka była.
Kiedy będziemy mieli kłopot czy problem z jakąś techniką,
możemy pójść do niego i nauczyć się jej rozstrzygając nasze
wątpliwości. On jest w stanie to dla nas zrobić.
Moim zdaniem powinniśmy wyrażać filozofię O`senseia przez
uświadomienie sobie naszej wartości i spożytkowanie naszych
silnych stron oraz połączenie sił.
Zarówno Pan, jak i sensei Saito ćwiczycie z jo i kenem obok
ćwiczeń taijutsu?

Kiedy
byłem początkującym pytałem, jak inni bardziej doświadczeni
przekładają techniki bez broni na techniki miecza, ale nikt
niczego mi nie potrafił pokazać. W tamtym czasie niewiele
mogłem na to poradzić, zacząłem więc ćwiczyć sztukę władania
mieczem w 1955 roku niedługo po tym, jak zacząłem
praktykować aikido.
O`sensei wykonywał techniki miecza z prędkością światła a
potem mawiał: "Tak właśnie powinieneś robić tę technikę". A
potem z znikał z dojo.
Trenowałem na próżno próbując zrozumieć to, co on robił, a
chwilę później jego już nie było w dojo (smieje się).
Kiedy pytano mnie: "Czy rozumiesz ?" zwykle odpowiadałem:
"tak", ale tak naprawdę niczego nie rozumiałem (śmieje się).
Gdy prosiłem innych starszych uczniów o wyjaśnienia, jak
Założyciel wykonał tę technikę, zwykle zdawkowo odpowiadali:
"O w ten sposób". Nie pokazywali mi niczego, więc doszedłem
do wniosku, że nie pozostaje mi nic innego, jak zacząć
studiować samodzielnie.
Po tym jak rozpocząłem praktykę z mieczem, zacząłem doceniać
i rozumieć, jak należy określone ćwiczenia wykonywać
poprawnie.
Kiedy połączyłem moja wiedzę z lekcji miecza ze sposobem
myślenia obecnym w aikido, wiele rzeczy stało się dla mnie
zrozumiałe. Także to, że to co mówił O`sensei ma sens.
To jest nasz / mój sposób myślenia. Jeden krok przed rzutem
decyduje się to, czy odniesiemy sukces czy poniesiemy
porażkę.
Mówiąc "Rozumiesz ? A teraz naprzód." czujesz to i pozwalasz
się zaatakować. Rzut ma miejsce już w momencie kiedy mówisz
"Rozumiesz? No to powodzenia !" i wysyłasz go w jego własną
drogę. Jeśli rzucasz atakującym i chcesz to zrobić w taki
sposób, aby go poważnie nie zranić czy okaleczyć, to nie
powinieneś dopuścić, aby uderzył głowa w podłoże. Ten
szczególny rodzaj troski o przeciwnika, jest najważniejszym
aspektem człowieczeństwa i humanitarnego podejścia.
Nie powinno się bić przeciwnika, gdy ten już został rzucony
i zamierza zrezygnować z dalszej walki.
Wywiad
był przeprowadzony 22 maja 1983 roku w Tokio
Powrót
|
strona główna |
ZAPISY
| zajęcia